Na krańcach Italii


Na krańcach Italii Kto raz zawitał na Sycylię, na pewno będzie do niej wracał, za każdym razem odkrywając jej kolejne, jakże różne od poprzedniego, oblicze. Jest na tyle dużą wyspą i wyposażoną w taką ilość atrakcji wszelakiego autoramentu, że w jej przypadku nie może być mowy o nudzie.


Wśród standardowych turystów nosi przydomek „wyspy słońca”, wśród winomaniaków – „wyspy wina”. Tego ostatniego z pewnością obecnie na Sycylii nie brakuje, jako że wyspa plasuje się wśród największych producentów wina we Włoszech wespół z Veneto, Apulią i Emilią-Romanią. Za to czasami, choć trudno w to uwierzyć, znacznie gorzej bywa ze słońcem, o czym dobitnie członkowie Klubu Domu Wina przekonali się podczas ostatniej wyprawy na wyspę w długi weekend majowy, trafiając na tzw. załamanie pogody. W kwietniu temperatury sięgały podobno 30 stopni, by z początkiem maja obniżyć się do zaledwie kilkunastu. Mieliśmy zatem okazję zwiedzać sycylijską stolicę, Palermo, w strugach deszczu, Erice – wzniesione na szczycie górującego nad Trapani wzgórza – wśród snujących się tajemniczych mgieł, a kompleks archeologiczny w Segeście targani mocnym, bynajmniej nie ciepłym, wiatrem. Na morzu szalał sztorm, zatem trzeba było zweryfikować plany i do Scopello – zamiast łódką – udać się drogą lądową, co miało tę zaletę, że odkryliśmy kolejne przecudnej urody, tonące w kwiatach maleńkie miasteczko, które podczas wcześniejszych wyjazdów oglądaliśmy w zarysie jedynie z morza. Na szczęście uporczywie padający deszcz nie był w stanie przeszkodzić nam w kontemplowaniu zachwycających, wspaniale zachowanych złotych mozaik stworzonych przez mistrzów szkół bizantyjskiej i weneckiej na przełomie XII i XIII wieku w katedrze w Monreale – największej budowli wzniesionej w okresie panowania Normanów na północnej Sycylii. Ale dla nas, naznaczonych winiarsko turystów, zachodnia część wyspy to przede wszystkim rozmaitość znakomitych win. Odwiedzając przepięknie położoną nad jeziorem Arancio, należącą do rodziny Planeta posiadłość Ulmo, mogliśmy rozsmakować się nie tylko w doskonałych winach, oliwie i przepysznym lokalnym jedzeniu, ale także wygrzać w promieniach majowego słońca, które w końcu zdecydowało się nam potowarzyszyć podczas wycieczki. Tym samym przejazd antyczną punicką drogą z malowniczym widokiem na saliny odbył się przy wspaniałej aurze.  

Tygodniowy pobyt na Sycylii w zupełności wystarczył, by przekonać się, że slogany reklamowe zachwalające uroki wyspy bynajmniej nie są przesadzone. Choć tym razem odwiedziliśmy tylko jej zachodnie obszary, słynące z obfitości winogradów i produkcji winiarskiej, już mamy chrapkę na eksplorację wschodniej części zachwycającej mnogością zabytków z okresu kolonizacji greckiej, ale nie tylko. Tam też powstaje coraz więcej interesujących winnic, ze szczególnym uwzględnieniem tych niefrasobliwie rozlokowanych na zboczach nieprzewidywalnej Etny. Wróciliśmy do domu ze zdecydowanym postanowieniem, że podczas kolejnej wyprawy koniecznie musimy spróbować jak wschodnio-sycylijskie wina smakują in situ.

 

Najbliższe wyjazdy do tego regionu

 

autor: Dorota Romanowska | 2017-02-16 14:39:59