Piknik pod wapienną skałą


Piknik pod wapienną skałą Ojcowski Park Narodowy nie od dziś stanowi ulubioną weekendową destynację mieszkańców Krakowa. Można tu pospacerować, pojeździć na rowerze czy konno, nasycić wzrok wyjątkowej urody krajobrazami, zwiedzać zabytki, a od jakiegoś czasu też degustować wyjątkowe, jak najbardziej lokalne, wina.


Jeszcze nie tak dawno temu wydawało się nieprawdopodobne, by w odległości o rzut przysłowiowym beretem od stolicy Małopolski spacerować po winnicach rozprawiając z właścicielami o sposobie prowadzenia krzewów, wyborze najbardziej odpowiednich do danego siedliska odmian czy sposobie winifikacji. Tego typu sytuacje kojarzyliśmy głównie z wakacjami w krajach Europy południowej, a tu proszę – obecnie mamy wszystko na wyciągnięcie ręki. Wybierając się w czerwcowy weekend do Ojcowskiego Parku Narodowego postanowiliśmy odwiedzić dwie z tamtejszych winnic – Krokoszówkę Górską w Smardzowicach i winnicę Kresy w miejscowości Stoki. W obydwóch przypadkach właściciele winnic zapoczątkowali tradycje winiarskie w okolicy, jako że wcześniej nigdy nie uprawiano winorośli na tych ziemiach. Położone na łagodnych zboczach w aż trzech różnych miejscach winogrady Krokoszówki obsadzone są dającymi najlepsze na polskiej ziemi rezultaty odmianami seyval blanc, solaris, jutrzenka, kristaly, regent, léon millot czy maréchal foch. Naturalnie nie odmówiliśmy sobie degustacji powstających z nich win, spośród których białe okazały się być lekko zbudowane, o przyjemnej kwasowości i subtelnie cytrusowych aromatach – idealne do dania równie lokalnego jak one same, czyli przepysznego, grillowanego pstrąga ojcowskiego spożytego w charakterze lekkiego lunchu. Bynajmniej nie rozczarowały podczas degustacji także wina czerwone; dotąd w żadnym z roczników nie zawiódł gospodarzy león millot, która to odmiana nawet w kapryśnych polskich warunkach nieprzerwanie od kilku lat daje zaskakująco dobre, równe wina. Wśród czerwonych win wielu zwolenników miał też kupaż maréchal foch i léona z 2014 roku – wino o subtelnym aromacie, średniej budowie i ładnie zbalansowanej kwasowości. Na koniec gospodarz uraczył nas wzmacnianym specjałem o wiele sugerującej nazwie Sen, będącym kupażem seyval blanc, jutrzenki i kristaly.

Bardzo szybko okazało się, że jego rozgrzewające za sprawą odpowiednio wysokiej zawartości alkoholu właściwości są jak najbardziej pożądane, gdyż nastąpiło nagłe, na szczęście krótkotrwałe, załamanie pogody, wskutek czego wyjątkowej urody fragment Doliny Prądnika przemierzaliśmy bryczkami owiewani zimnymi podmuchami jedynie z nazwy wiosennego wiatru i zraszani co jakiś czas mżawką. Na szczęście kolejnym punktem programu było zwiedzanie zamku w Pieskowej Skale, gdzie w towarzystwie kustosza tego z wielką starannością odrestaurowanego obiektu – pana Olgierda Mikołajskiego – w pełni mogliśmy docenić zgromadzone na miejscu zbiory nie narażając się na zimne powiewy. Ostatnim punktem programu była winnica Kresy, gdzie gospodaruje pan Robert Zięba z rodziną. I w tym przypadku żadne kroniki nie odnotowały wcześniej uprawy winorośli w tej okolicy, ale te suche fakty bynajmniej nie zraziły pełnego zapału winiarza i winogrodnika w jednej osobie. Posadzona na wapiennym podłożu winnica zajmuje obecnie półtora hektara powierzchni, ale kolejne półtora jest już przygotowane pod przyszłe nasadzenia. Do degustowanych na miejscu lokalnych win podawane są jurajskie sery, wędliny i ciasta z rosnącymi w pobliskim ogrodzie owocami. Z niemałym zdumieniem odkrywaliśmy krok po kroku to przepięknie położone, oddalone od miejskiego zgiełku miejsce, gdzie cisza, spokój i przyjazna atmosfera pozwalają oderwać się na dobrą chwilę od nękających wszystkich co jakiś czas problemów dnia codziennego.

 
 

autor: Dorota Romanowska | 2017-06-22 09:54:41