W sercu Iberii


W sercu Iberii Wyjazdy do Kastylii-León wiosenną bądź jesienną porą na stałe weszły do kalendarza klubowych imprez. Średnio co dwa lata przemierzamy tę największą ze wszystkich wspólnot autonomicznych Hiszpanii w równym stopniu podziwiając zabytki architektury jak i smakując lokalne, naprawdę wyśmienite, w zdecydowanej większości czerwone, wina.


Za tę skoncentrowaną, nierzadko naprawdę wysokoprocentową czerwień podczas ostatniej wyprawy byliśmy opatrzności szczególnie wdzięczni, gdyż miała cudowne właściwości rozgrzewające… To nic, że była połowa czerwca i wszyscy spodziewali się raczej upałów niż konieczności przywdziewania puchowych kurteczek. Szczególnie, że w tym samym czasie w naszej ojczyźnie panowało coś na kształt bardzo późnej wiosny u progu lata z odpowiednio wysokimi temperaturami. Na Półwyspie Iberyjskim zaś szaro, buro i deszczowo przy 12ᵒC. Jak zwykle oprócz objazdu Kastylii-León i Riojy wstąpiliśmy na chwilkę do Bilbao, by odwiedzić Muzeum Guggenheima. Oczywiście lało jak z cebra, ale tę sytuację przyjęliśmy z filozoficznym spokojem, gdyż w Kraju Basków zawsze pada. W moim przypadku ta prawidłowość sprawdza się każdorazowo, gdyż jeszcze nie udało mi się podziwiać ukwieconego Puppiego w scenerii innej niż deszczowa.

 

Najważniejsze, że z tej popołudniowej eskapady szczęśliwie wróciliśmy do swojego lokum w Haro, z którego następnego dnia pełni optymizmu skierowaliśmy kroki w stronę bodegi Ramón Bilbao. Gdzie jak gdzie, ale u tego producenta można być pewnym doznań organoleptycznych wysokich lotów. Nie na darmo jedno z tutejszych win – Mirto – swego czasu zostało okrzyknięte najlepszym winem Hiszpanii podczas International Wine Challenge w Londynie. Główny enolog i zarazem dyrektor zarządzający tej winiarni, Rodolfo Bastida, naprawdę zna się na rzeczy.

 


Wizyty w winiarniach przeplataliśmy zwiedzaniem pełnych wspaniałych zabytków miast, takich jak położone na szlaku św. Jakuba Burgos ze swą olśniewającą katedrą, niewielka, ale mogąca poszczycić się imponującym akweduktem Segowia, czy niemal w całości wzniesiona ze złotego piaskowca Salamanka z dostojnym, założonym jeszcze w XIII wieku uniwersytetem. Wyjątkowe okazały się być wizyty w bodegach należących do „ojca” apelacji Ribera del Duero – Alejandra Fernandeza – gdyż tym razem, oprócz slowfoodowego obiadu popijanego doskonałymi winami mistrza w Condado de Haza i odwiedzin w historycznej bodedze Tinto Pesquera, Alejandro zabrał nas do swych położonych na pobliskich wzgórzach winnic, gdzie powstaje sala degustacyjna ze wspaniałym widokiem na okolicę. Zapewne kolejna grupa członków Klubu Domu Wina, która zdecyduje się odbyć objazd po najważniejszych apelacjach Hiszpanii będzie miała już możliwość zdegustowania jednych z najsłynniejszych win sygnowanych jako Ribera del Duero w tym niezwykłym miejscu. Kto jak kto, ale Alejandro Fernández nie zwykł zwlekać z realizacją swych planów i sprawnie, nie zważając na przeciwności losu, finalizuje sprawy. Mocno liczymy na to, że tak będzie i w przypadku tej najnowszej inwestycji.

 
 

autor: Dorota Romanowska | 2017-03-17 12:18:47